Kto lubi zimę ? Przyznać się natychmiast, bo ciekawa jestem, czy coś innego niż ja w niej widzicie, a to, że nie lubię zimy, to już zauważyliście na pewno.
Po pierwsze zimno jest przecież.. z tym dyskusji nie ma.
Wstajesz rano-ciemno, wracasz do domu- ciemno… permanentna 16:00 od świtu do zmierzchu- to po drugie.
Naubierać się (po trzecie) trzeba solidnie od ucha do ucha (dobrze, że tego mam pod dostatkiem akurat), że jak bałwan się czujesz przytyty, w tych wszystkich warstwach, puchach, sweciorach i rajtuzach; auto odkopać czasem trzeba; ręce i nos odmrozić, bo zamarzają najszybciej, a odmarzają najwolniej (też tak macie?); kudły się plączą, cera jakaś taka nietaka (to już po 7 chyba)… że już o ludziach nie wspomnę…poziom niezadowolenia jak ceny gazu i nic zmiany nie wróży.
Zima też sprawia, że się odechciewa- mieć psa na przykład, z domu wyjść, na trening pójść, do sklepu tyłek ruszyć.. chyba że po czekoladę, to jakoś tak łatwiej i szybciej i bliżej…
Zachciewa się za to pod kocem siedzieć, netflixa śledzić i to niekoniecznie tą jego najmądrzejszą stronę, zachcianek się zachciewa- tych czekoladowych, wyżej wspomnianych najczęściej, co może brzmi miło, ale na wiosnę zawsze się okazuje- że plusy są i to duże, ale nie takie miłe niestety…
Góry w białości za to lubię, i słońce, i błękit, i deskę pod nogami, i z góry na dół jeździć lubię (odwrotnie dość ciężko, sprawdzałam),i warkocze rozczochrać przy tym zjeżdżaniu uwielbiam, i śnieg też kocham ogromnie, co z nieba całym stadem sypie.
Lubię tą zimę, co zawsze gdzie indziej jest niż tu.. tą co z PL ucieka i w sumie nie ma się co dziwić-
taka tu zima, że nawet zimie wytrzymać ciężko, dlatego z całej “pięknej” okolicznej zimy najbardziej lubię-
koniec zimy.