4 lata temu odważyłam się na pierwszą samotną wycieczkę. Do tego z plecakiem i wszystkimi gratami w tym plecaku- łącznie z domem (namiotem znaczy) co zdecydowanie nie jest ułatwieniem, zwłaszcza samotnej podróży. Ułatwieniem nie był tez kierunek, bo niechcący padło na Norwegię i przepiękne (choć wtedy deszczowe i zimne dość jak na letnią porę) Lofoty. Ułatwienie za to było takie, że prawie non stop widno było, co zdecydowanie pomaga jak się nie lubi ciemności 🙈
Dużo wtedy nie wiedziałam, wiec naprawdę szok, że się udało to wszystko😅
Nie wiedziałam np, że plecak będzie ostro ciężki od tych wszystkich gratów, bo przecież zimowe rzeczy potrzebne. 9st w nocy-to dość niewiele i cos tam zabrać wypada, żeby przez sen nie zamarznąć Nie wiedziałam też, jaka to logistyka duża, żeby w deszczu wszystko co masz w namiocie spakować do plecaka
, ale uwaga najpierw ten namiot, w którym jest to wszystko trzeba spakować, bo inaczej się nic nie zmieści, a już na pewno nie namiot. Bez deszczu to wiadomo- wszystko na trawę , składasz namiot i resztę dopychasz i już, a w deszczu ?? Ha , spróbuj !
Nie wiedziałam też, że na kampingu może nie być miejsc jak się przyjedzie o północy, że może Ci namiot z płaskiej trawy zwiać, jak będzie bardzo wiać i że ma znaczenie w która stronę drzwi ustawisz…
Nie wiedziałam, że w Norwegii jest wszędzie daleko, że autobus , choć jedzie „prawie” tam gdzie chcesz, to czasem to „prawie” to jakieś 5km z buta, i choć możesz jechać stopem, to Twoje własne stopy czasem szybsze, bo aut niedużo, a już tych, co na stopa Cie wezmą, to znikome ilości.
W ogóle jak jesteś w czarnej D. ,wsi norweskiej znaczy, to autobus tam raz na 2 dni jeździ (też nie wiedziałam) i 1 raz dziennie tylko, wiec jak się nie załapiesz to trochę klapa.
Myślałam też, że Google Maps wie wszystko, że zdjęcie mapy wystarczy, żeby wrócić z punktu B do A , a kompas to jakiś przestarzały wynalazek, który dla fanu tylko się ma i ogląda w tych czasach.
Teraz to serio 5 razy bym pomyślała, zanim bym poszła gdziekolwiek, choć pewnie, gdybym się tego wszystkiego 4 lata temu nie dowiedziała to pewnie też bym polazła - jakoś to będzie przecież.
Tak czy inaczej, bardzo się cieszę, że jednak się odważyłam i sprawdziłam, że zamiast czekać w nieskończoność, aż jakiś chętny na wycieczkę się zdecyduje (praca, dzieci, urlop, za ciepło, za zimno, za miesiąc… i inne przeszkody…), lepiej nie czekać , tylko się spakować i lecieć gdzie się ma chęć, spędzić trochę czasu z samą sobą, albo poznać kogoś gdzieś i cieszyć sie chwilą po prostu. Tak czy inaczej - nie czekać na „coś”, bo nie ma na co.