Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Zmiany, zmiany ;)

Zmiany ogromne 

Zmiany, zmiany ;)

Okazuje się, że tak jak smaki, tak samo czynności lubiane i nie lubiane się mogą na miejsca zamieniać i to bez ostrzeżenia żadnego i możliwości przygotowania się człowieka na to. Są dwie takie rzeczy, których nie lubiłam bardzo - bieganie i łażenie po górach letnią porą. Zimą wiadomo góry są extra, ale to inna bajka.

W lecie to jakaś pomyłka przecież, w lecie to musi być woda , żeby tyłek zmoczyć czasem- czytaj: kiedy tylko zapragniesz! Musi być ciepło musi być woda i najlepiej jak jest płasko, a nie pod górę. Pod górę jest całe życie , wiec wystarczy! A tu nagle dziwactwo takie… Sytuacja się zmieniła lekko i polubiłam to wspinanie się na górki, męczarnie przy co raz stromszych podejściach, widoki przepiękne, co zapierają dech w piersiach (choć moim zdanie to włażenie pod górę, a nie widoki), złażenie na dół i tą ogromną satysfakcję…

 

Z bieganiem podobnie było jakoś. Nie to ze nie lubię się męczyć , bo lubię, ale zawsze wstać jakoś ciężko było rano, żeby tą czynność uprawiać, albo się zebrać wieczorem, bo w dzień to biegać nie wypada, w każdym razie niewiele osób w ciągu dnia biega, wiec wnioskuje, że nie wypada i już.

Przez myśl mi nie przeszło, że biegać będę z własnej woli i to na wakacjach ..

Bo w sumie po co ? Wakacje są.

 

Dlatego Rozpoczęcie biegania na greckich wakacjach, trochę jak wybryk chwilowy wyglądało, a zrywanie się o świcie (6:00) żeby pobiegać to już dość niepokojący objaw. No ale - Grecja, sierpień , upał… jak już słońce wstanie to już się ledwo chodzić daje, co dopiero biegać, wiec żeby pobiegać jednak to trzeba wstać wcześnie. Ale żeby w Szkocji biegać o świcie (6:00), to mi odwaliło konkret, bo tu 11 stopni tylko, za to później czasu brak, wiec w sumie też innego wyjścia nie było, tak czy inaczej lekka przesada…

Zobaczymy jak mi pójdzie po powrocie, podejmę próby, ale nic (sama sobie) obiecać nie mogę.

Trzymajcie kciuki, żeby tak zostało jeszcze moment i się wytrwać udało, a jakby ktoś w góry ruszał, to dajcie znać, chętnie sprawdzę, czy nadal mi się podoba, czy to jakieś jednorazowe były wybryki.

Biegać będę sama, aż się nauczę trochę tego sportu i nie przestanę umierać z braku tlenu za pierwszym lepszym zakrętem.

 

 

 

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz