Małej ilości rzeczy się boje, tzn tak mi się zdaje,że to niedużo.. ciemności na pewno, pająków, boje się też że coś mnie ominie (ale o tym innym razem) boję się ludzi, którzy się uśmiechają, a oczy im się w tym samym nie śmieją wcale (jak to tak działa nie wiem, ale na pewno coś jest nie tak 🙉). Boję się wysokości, szybkiej jazdy na motocyklu, klaunów, niedźwiedzi, gołębi i pająków, ale o tym chyba już wspominałam.
Bardzo też nie lubię się bać, tzn czuć się„niebezpiecznie”. Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi… czuć niebezpiecznie, czyli nie do końca czuć się bezpiecznie, w jakimś miejscu.
Raczej nie łażę po ciemnych zakamarkach miasta, zwłaszcza jak ich nie znam i nie jestem pewna, że można je sobie trochę pozwiedzać, poza tym jak wspomniałam, nie lubię ciemności, zwłaszcza w samotności.
Czasem niestety straszne są nie tylko ciemności, a i ciemne zakamarki miasta wcale nie muszą być ciemne, jak ten dzisiejszy, ciemny kąt miasta o poranku.
Najpierw trochę dziwacznie się poczułam w tej dzielnicy, bo jakiś gość siedział (i siedzi nadal) w aucie od rana do nocy pod moim obecnym domem i pilnuje okolicy- dziwne dość, ale jak pilnuje mi domu to spoko w sumie.
Później coś mnie na bieganiu porannym zaczęło zastanawiać…
Jest 6:27. Z wyglądu lekko szemrana dzielnica, przynajmniej w okolicy chaty mojej, choć chata bardzo urocza i wszyscy twierdzą, że bezpiecznie tu jest na pewno. Jak pobiegniesz wyżej i dalej trochę od domu, to i auta lepsze, i domy większe, i ładniejsze, i czyściej też jakoś...
No Ale wróćmy do biegu.
Zdecydowanie mocno jest brudno po drodze, kilku bezdomnych, reszta ludzi śpi raczej jeszcze, bo żywego ducha nie ma, a to nawet lepiej, bo duchów też się boje troszkę, tych żywych i nieżywych też.
Czasem przejedzie jakaś fura z pizzerii, za kolejnym rogiem też ktoś pizzę zamówił, i jeszcze za kolejnym. Jakaś popularna ta pizzeria tutaj, albo się kręci to auto, bo adresu dostawy znaleźć nie może.
W parku nikogo, sklepy zamknięte jeszcze, pralnia otwarta 24h niby, ale też bez ludzi. Tylko koty się snują po okolicy, wiewiórki, no i ta pizza z dostawą. Kuzwa strasznie ciekawe, że wszyscy śpią, a tyle pizza wozów się kręci po mieście i to z tej samej pizzerii..
W nosie z bieganiem, pomyślałam sobie , wracam do domu, bo jakoś tak dziwnie, tak pusto, bezludnie. Tylko którędy cholera, bo 6 typów wyrosło mi na drodze i coś rozkminiają, dwóch na kolejnej przecznicy- pewnie niegroźni, stoją, gadają, ale wyobraźnia już sobie wyobraziła za dużo 🙈
Do domu już blisko, znowu pizzę widzisz i SUVa czarnego, co jakoś leniwie parkuje akurat przed Tobą. Trzech typów wysiada (aż trzech do mnie jednej ? 🙉), ze zdjęciem w ręku i mają pytania:
- Czy znam ze zdjęcia gościa?
- Czy kiedyś spotkałam ?
- Czy może widziałam ?
- Czy z kimś rozmawiałam ?
- Czy mieszkam tutaj?
- Skąd jestem właściwie?
- I czy na pewno nie widziałam ??
- I czy nikogo tu nie znam na pewno ?
- I co ja tu robię ?
I też się Kuzwa zastanawiać zaczelam- co ja tu robię 🙉
I Powiem Wam, że trochę się wydygałam i jak w filmie poczułam. Gorąco mi się zrobiło, bardziej niż po tych biegach.
Tych panów się wystraszyłam z czarnego wozu, z odznakami na szyj, w kuloodpornych ubrankach; tego pana w aucie, co pilnuje mi domu, ulicy i okolicy;i trochę też pizza fury, co o 7 rano pizzę rozwozi turbo głodnym ludziom na śniadanie.
Ten człowiek ze zdjęcia przeraził mnie najbardziej, bo choć na zdjęciu podobny do każdego i nikogo na raz, a jednak do tej pory twarz jego pamietam.
Koniec z bieganiem, przynajmniej do jutra, bo jeszcze ich spotkam wszystkich na raz w tej „ciemnej” dzielnicy o świcie i co wtedy ?