Kurde, jak ja strasznie zapomniałam, że taką duża przyjemność tańce mi robią.
Na szczęście wczoraj mi się przypomniało i tu sobie zapiszę to teraz, żeby nie zapomnieć:
TANIEC TO PRZYJEMNOSTKA OGROMNA, KTÓRĄ TRZEBA UPRAWIAĆ GARŚCIAMI. (czy jakoś tak).
Tak było fajnie na wczorajszych Sexy Dance warsztatach, że gdyby nie kolejne warsztaty, po tych warsztatach, to mogłabym na sali zostać z Wami i tak się tarzać po tej podłodze tanecznie raz nad krzesłem, raz pod, raz obok do samego wieczora, albo nawet nocy.
Extra było, po pierwsze, osobiście biodrem ruszyć w końcu trochę, po drugie, patrzeć na Was, jak z każdym przetańczeniem co raz bardziej czujecie to co tańczycie i co raz lepiej Wam to wychodzi, a dzięki temu, widać też, że jesteście co raz szczęśliwsze i bardziej pewne siebie!!
Takiego kopa energetycznego mi to dało wczoraj, że… aż Wam nie powiem, bo mi słów w słowniku zabrakło z wrażenia. Zapiszę za to głośno raz jeszcze na przyszłość i grasującą sklerozę:
RUUDA! TAŃCZ NAJWIECEJ JAK SIĘ DA! z okazji, bez okazji, sama lub z tłumem całym. Po prostu tańcz jak najczęściej i NIGDY NIE PRZESTAWAJ.
I Tobie też to polecam! Amen.