Zawsze uważałam, że zimowe City Break(i) do zimnych miejsc są bez sensu. Niewiele się w tym temacie zmieniło, nadal tak uważam.
Za zimno, żeby wstawać rano, szlajać się po mieście, gubić gdzieś niechcący… nawet dużo lepiej się nie gubić i mieć grzane wino/ kawę/ zupę w okolicy , żeby nie zamarznąć totalnie. Trzeba też mieć dom blisko, żeby w przerwach w szlajactwie wskoczyć na chwile do niego i się ogrzać pod kocem.
Są jednak wyjątki jak się okazuje (jak zawsze z resztą) i taki Budapeszt jest jednym z nich. Oczywiście muszą być spełnione wyżej wymienione warunki oraz dodatkowy jeden konieczny warunek- wycieczka musi być przed świetami. Nie w listopadzie, nie w styczniu, luty też odpada, musi być grudzień i bez dyskusji.
Po pierwsze dostęp do grzanego wina będzie wtedy dużo łatwiejszy, a może nawet to jedyna możliwość taka, bo chyba poza jarmarkiem nikt grzanego wina tu nie podaje (w sklepach nawet nie słyszeli o nim ).
Po drugie jest dużo ładniej dla oka po prostu, zwłaszcza, że jarmark przed Bazyliką św. Istvana jest jednym z najpiękniejszych w Europie (fju, fju), a to nie jedyna rozświetlona lampkami cześć Budapesztu. Jest jeszcze plac Vorosmarty i odchodząca od niego Fashion Street, która nie dość, że swieci przepięknie cała, to jeszcze gra tam turbo nastrojowa, świąteczna muzyka- chyba ze ścian tych faszyn sklepów, albo z podłogi, a może zwyczajnie z głośników, w każdym razie wypełnia całą ulice i brzmi fantastycznie. Można usiąść i słuchać pod warunkiem, że Ci tyłek nie przymarznie do ławki, choć w sumie jak przymarznie, to dłużej jeszcze posłuchasz, wiec siadaj śmiało.
Budapeszt zawsze najpiękniej wygadał w nocy. Parlament, zamek, i wszystkie te przepięknie oświetlone monumentalne budynki, odbijające się w Dunaju, robią wrażenie o każdej porze roku, ale przed świetami całe miasto dodatkowo mieni się magicznie milionem lampek, choinek i ozdób. Czad to jest naprawdę. Jest jeszcze koło diabelskie, co nie dość, że oświetlone pięknie, to duże na tyle, że widać z niego cały mieniący się Budapeszt z tej i tamtej strony rzeki.
Magicznie jest tu w przed świetami, mimo że marznie tyłek czasem (zanim po wino dotrzesz najczęściej) watro tu wpaść na chwilę, bo piękne są te świąteczne stragany, knajpki, kawiarnie, restauracje, gdzie naprawdę można poczuć magię świat i atmosferę, w której zimno za oknem przestaje mieć znaczenie.