Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Jak zostałam Parapeciarą

Me, my Sis and I 

Jak zostałam Parapeciarą

To jest ten człowiek (obok mnie na zdjęciu), który powiedział mi dawno temu: „dawaj na deskę jedziemy, ja Cię nauczę jeździć, zimowe wyjazdy są super, zobaczysz!!

Ja na to: Yyyy No nie wiem…

Ona: dawaj, do szklarskiej jedziemy na weekend..

Ja: yyyy… No może, yyyy No dobra (poziom decyzyjności +300)

I tak w 4 osoby zapakowałyśmy wszystkie graty, deski, narty i siebie do forda fiesty 1.1 barwy ciemno-niebieskiej i ruszyliśmy do szklarskiej. Auto weekendowo pojemne, całkiem, ale ani dnia dłużej! Wszystko się zmieściło- my ledwo, ale przecież to niedaleko, to tylko chwile trzeba niedogodności znosić.

Jechało się nieźle, 110/h na prostej i lekko z górki, nie daj bosze pod górę, bo pod górę było nieco wolniej, a kilka górek po drodze w góry było, kto by się spodziewał. Wtedy auto zwalniało odrobinę , to chyba po to żeby dobrze obejrzeć widoki wszystkie, zwłaszcza te z góry (podobno najlepsze). Tu ,jak wspomniałam,  Fiesta zwalniała lekko, do 40/h, a my kminilismy czy nie szybciej było by wysiąść i pachać ten wóz, niż się w nim wlec dalej, bo i tak nie było pewności, czy na czubek góry się dowlecze.

Był marzec jakiś, ludzi było niewiele, śniegu z resztą też. Działało dokładnie pół góry, bo na te wyższe pół góry trzeba bylo jechać orczykiem, a ja takich atrakcji nie lubię, wiec tylko pół góry zostało dla mnie do nauki.

Za tą niedogodność orczykową gratisy były- trawa i tu i tam wystawała, kilka kamieni na bokach stoku leżało dla urozmaicenia i jeszcze takie małe lodowiska pod choinkami były, gdzie woda leniwie kapała z drzewa prosto na stok.

Tak się zaczęło i Extra było. Tylko raz głową o ten lód przywaliłam pod choinką, zupełnie niechcący, bo wiecie jak jest:

Ona: tylko na lód nie wjeżdżj !!!

Ja: ten tu ??? Yyyy, Kuźwaaaaaa!!!

I łup !!!

Głowa zbita, dupa zbita, kolanka też.

Siniaki wszędzie, na szczescie Szybkość umysłu pozostała nietknięta (yyyyy🤪…) i przed każdą wywrotką szybka rozkminka się odbywała- co boli mniej w danej chwili i na co lepiej tym razem spektakularnie się wypieprzyć.

A Później już tylko z górki było (dosłownie i w przenośni) i kilku pomocnych trenerów po drodze było (dziękuje serdecznie❤️) i jeszcze więcej spektakularnych wywrotek.

Tak oto zostałam Parapeciarą. Turbo się jaram, że mnie do tej Fiesty zapakowała ta siostra moja, na górkę wywiozła, deskę do nóg przypięła i pokazała jak najlepiej by było z góry na dół się zsuwać, żeby ludzi i siebie nie zabić po drodze.

Dziś się okazuje, że rzeczywiście turbo fajne są te wyjazdy zimowe i chociaż na poczatku poturbujesz sie trochę, to bardzo warto, co najlepiej widać po poziomie rozczochrania warkoczy.

A jak powszechnie wiadomo, rozczochrany człowiek, to szczęśliwy człowiek, wiec jak mnie ktoś kiedyś po desce widział, to wie o czym mówię- endorfin są miliony ❤️

 

 

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz