Trochę się w tym NYC nauczyłam.
Podróże kształcą, wiadomo, a że trochę tych podróży było to i coś tam już umiem. Umiem na przykład pytać wszystkich o wszystko, załatwiać rzeczy na „ładne oczy” , umiem włazić tam gdzie włazić nie wolno (choć czasem się cykam trochę), znajdować ciekawe, nieoczywiste miejsca też umiem i ciagle czegoś nowego się uczę.
Tym razem nauczyłam się np. jak zrobić rezerwacje auta bez podawania nr karty przez telefon, czyli jak zbajerować Pana, żeby zarezerwował Ci auto bez opłat, nie używając opcji „na ładne oczy” , bo ta akurat przez telefon nie działa.
Dowiedziałam się jak zagospodarować przestrzeń w małej przestrzeni, żeby jak najwiecej ludzi się tam zmieściło i żeby wszyscy byli zadowoleni, bo mimo że mało miejsca mają to mieszkają w centrum i jednak kawałek „własnej” przestrzeni jest, a to niezwykle ważne, zwłaszcza przy trochę dłuższej wycieczce.
Ale najważniejsze, czego się tu nauczyłam (po trochu za każdym razem się uczę), to żeby mieć gdzieś co ludzie pomyślą, że i tak, Ci co maja Cię „zobaczyć”, polubić i zostać to Cię zobaczą, polubią i zostaną. Nie będzie miało dla nich znaczenia twoje ubranie, uczesanie, twój rozmiar ciała i buta, ani to skąd pochodzisz. W tym mieście naprawdę możesz być kim chcesz i robić co chcesz i nikt prawdopodobnie nie zwróci na Ciebie uwagi. No chyba, że się komuś spodoba to kim jesteś i co robisz, wtedy na pewno podejdzie i z pełnym podziwem Cię o tym poinformuje.
Możesz tu robić co chcesz, wyglądać jak chcesz i spędzać czas jak tylko chcesz i nie czuć się przy tym jak dziwak. To, że np śpiewasz na głos idąc po ulicy, bo masz na to ochotę, albo tańczysz na środku chodnika, bo dobry bit słyszysz w słuchawkach, naprawdę nikogo nie dziwi- wiem, bo sprawdziłam dziś rano 🤭😇
Polecam, niezwykle ciekawe i uwalniające doświadczenie.