Wyobraźcie sobie… Siedzi sobie człowiek zwyczajne na pustyni. Tak standardowo w samotności, wiadomo, bo jak inaczej może być na pustyni? Co jak co, ale ludzie nie występują w pustynnym pakiecie. Na pustyni to mogą być węże, kojoty, krzaki jakieś, drzew pare, dużo piachu i żar z nieba. Ludzie nie są do pustyni przypisani, po prostu tam nie Pasuja i już , a juz na pewno nie w dużych ilościach. To tez jest w tej pustyni najfajniejsze, ze tłumów nie na i w samotności chillowac można. W naszym przypadku 2 kampery były, i 3 osoby łącznie wewnątrz tych 2 kamperów. Idealnie i optymalnie na chillowanie.
I teraz sobie wyobraźcie, że akurat w momencie, kiedy ten drugi camper, z 2 os w środku na wyposażeniu, wyskakuje na moment ogarnąć gadżety do oddalonej o jakieś 12km mieściny, a ty zostajesz sam jak ten pustelnik pustynny, to wtedy właśnie, dokładnie wtedy, pojawia się przechodzień .
Tak, dokładnie tam, gdzie nic nie ma (oprócz wyżej wymienionych), na tym pustkowiu, pojawia się człowiek.
Dobrze, że krzyczeć coś do mnie zaczął już z daleka, za camperem kawał jeszcze, bo bym ze strachu umarła jakby mi tak wyskoczył z za „domu” bez ostrzeżenia. I tak umarłam prawie, do tej pory mam pustynne leki, że ktoś sie gdzieś na pustkowiu czai za krzakiem.
Że już idzie przez moment jakiś widać było wyraźnie. Spalona skóra na nosie odpadała już prawie z połową nosa od czerwonego i umorusanego od kurzu pyszczka. Słońce nie oszczędziło go wcale mimo indiańskiej, ciemniejszej urody. Czarne od brudu (chyba) pazury ściskały reklamówkę z całym lub większością dobytku pana tego, utytłane spodnie i tshirt też kazały wnioskować , że od domu już uszedł kawałek.
I przychodzi taki człowiek utytłany na tym pustkowiu do Ciebie. Ty w szoku, on w szoku. Myśli, że to fatamorgana pewnie, a to ty tylko na pustynnym plażingu, co miał się w ciszy i bezludnym spokoju odbywać. Czy jedzenie masz pyta, a ty tylko myślisz, czy to podstęp jakiś, czy Cię napadnie, okradnie, odjedzie kamperem, czy jest ich więcej za którymś krzakiem, a ten na zwiady przyszedł i zaraz zawoła kolegów, bo tylko jedna, bezbronna (nie tak do końca) seniorita w camperze. Tak mi zaniżył mój obraz pustynnej bezludności, w szok wprowadził taki, że oddałam wszystko co do jedzenia miałam i wody 2 butelki, a ta tu najcenniejsza akurat. Pustynny przechodzień podziękował za dary, przeprosił solidnie za przeszkadzanie i poszedl dalej tam, gdzie zmierzał, czyli w stronę gorącego pustynnego niczego i tak mnie z tym szokiem zostawił.
Przez kolejne pół godziny (przynajmniej) odprowadziłam go wzrokiem, gdzie tylko wzrok sięgał. Chciałam się upewnić, że odszedł daleko i raczej nie wróci, nie ma tych kolegów w okolicy, ani innych złowrogich niespodzianek, na które już nerwów nie miałam w zapasie.
Są takie zdarzenia jak to, co już na zawsze odmienią moje życie, kamping na pustyni już nigdy nie będzie taki sam. Wyobrażacie sobie ?