Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Nie ma nudy na wycieczce

Nie ma nudy na wycieczce

USA West coast camperem to była naprawdę niezapomniana wycieczka. Szczególnie dla mnie, bo nie raz tą sama trasę przejechałam.Można by stwierdzić ze to nudy , w te same miejsca wracać i to raz za razem, ale nic bardziej mylnego.

Pierwszy raz mój w tych stronach to szok lekki taki. Tyle miejsc nowych, tyle atrakcji, z miejscowymi interakcji, nowi ludzie, nowe auto i to sporawe takie- ciężarówka w sumie, a nie auto byle jakie. 29 stop, co szybkim rachunkiem jakieś 9 m daje , od przodu mierząc do tyłu. Na boki nie mierzyłam, ale spokojnie człowiek się w poprzek w środku mieści i jeszcze zapasu jest sporo. Do tego lusterka wystają szalenie za obrys tego niewielkiego auta ciężarowego. Na szczęście wyżej niż u normalnych aut zamontowane, wiec w mieście nad autem niższym (jak naszym takim standardowym) przejechać nietrudno. Trudniej jak auto też duże… a tu, jak na złość, dużo aut dużych i wysokich, i w takim San Franciso na przykład uważać trzeba, bo można sobie niechcący lusterko złożyć. Świetnie się za to suszy na tych lusterkach wielkich  pranie, naprawdę skubane pojemne są.

Uważać tez trzeba w tym aucie niewielkim, bo śmietniki potrafią Cię znienacka zaatakować, a i inne auta czasami sie rozpychają za bardzo i twierdzą później ze to twoja wina. Że niby dupę masz za dużą i Ci przy zakrętach za mocno na boki wystaje. Wierzyć się nie chce jakie bezczelne.

Ale nie o tym.

Szok pierwszorazowy to mało powiedziane. Tyle przyrodniczego piękna na raz, co w tych stronach zachodnich, to chyba nigdy nie widziałam. Już na pierwszym zakręcie opada Ci szczęka. Czasem spada na kolana,  czasem do samej podłogi i w sumie tam leży taka opadnięta do końca wyjazdu.

Dlatego wcale to nie tak źle kilka razy te same krajobrazy obejrzeć. Cudownie się tam wracało, a w sumie, wracać to się chciało do tych parków wszystkich już zaraz po tym jak się z nich wyjechało.

A każde miejsce inne za każdym razem, bo przecież przerwa 2 tyg była w tym oglądaniu. Raz słońce, raz chmury i mgła magiczna nie do opisania. Deszcz czasem, upał innym razem i burza się zdążyła- raz z piachu, raz z nieba i deszczu grzmiało. Raz tak wielka ta burza była, że pół świata zajmowała conajmniej i to dokładnie tego przed Tobą świata, że aż uciekać w bok trzeba było żeby się przed nią schować gdziekolwiek. To też swoje plusy miało oczywiście, bo tak nowe miejsca odkryć można i to bardzo warte ponownego odwiedzenia.

Fajnie też wracać jest w miejsca te same, bo za pierwszym razem liźniesz je ledwo (jeszcze w szoku jak wspomniałam). Za drugim razem już wiesz, gdzie leziesz, wiec zamiast na drodze się skupić, skupiasz się na widokach mocniej, zapachach, odczuciach… Wiesz też gdzie iść nie warto, to opuszczasz niepotrzebne punkty programu, a na ich miejsce wskakują następne ciekawsze i tym sposobem za każdym razem widzisz co raz więcej.

Zawsze też inną drogą możesz pojechać , albo od drugiej strony, skręcić tu zamiast tam i znów kawałek świata zobaczyć nowego. Możesz knajpki wybrać inne, inne zamówić dania, No chyba, że coś super dobre było, to wycinasz to samo, nie ma co ryzykować.

Dlatego jeśli myślisz, że się nudziłam trochę te same miejsca odwiedzajac, to informuje, że wcale. Spokojnie można non stop te cuda wszystkie oglądać, zwłaszcza z przedniego, lewego siedzenia, czyli najlepszego punktu widokowego w całym kamperze.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz