Czasem jest wena, a czasem weny nie ma i chyba jeszcze nikt nie odkrył jakie są jej przyjścia/nieprzyjścia zależności
Nie dzwoni, nie pisze, że będzie, po prostu się wbija z buciorami na chatę i jest
A ty się zajmuj królewną, bo łaskawie Cię zaszczyciła swą królewskością (dziękuje najmocniej
),
rzuć wszystko i albo w Bieszczady, albo do roboty
A dobrze by było wiedzieć w sumie, bo by się można było naszykować jakoś- najeść wcześniej, bo jeść nie ma czasu; zapasy zrobić, posprzątać w chacie i miejsca zrobić skrawek chociaż, żeby swobodnie było gdzie bałaganić z rozmachem.
Można by się też wyspać wcześniej na zapas, bo (to akurat standard
) Jej Królewskość w nocy przychodzi najczęściej, albo jakoś tak po zmierzchu zaraz, wiec o spaniu zapomnieć można, a o wyspaniu to już kompletnie
Niedziela 23:00….środa 25:00… zależy jak tam jej się zachce, przychodzi i jest i za chwilę znika… wiec trzeba się cieszyć z tych momentów małych, kiedy znienacka przychodzi i rzucić wszystko trzeba, i szaleć i tworzyć, szyć i bałaganić z całej mocy, i przede wszystkim nie narzekać trzeba przez chwilę nawet, bo jeszcze usłyszy i nie wróci wcale ta Jej Królewskość Wena.