Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Czarno białe powroty

Najtrudniejsza jest pierwsza doba 

Czarno białe powroty

Czarno biało mi dziś trochę, co nie znaczy, że smutno lub źle bardzo, raczej w normie. Tak już jest, że po powrocie z wycieczki- standardowo dwa dni przebywać będę w powyjazdowej żałobie.

Na pewno to znacie. Zawsze tak jest. Wstajesz rano i nie wiesz do końca, czy już tu, czy jeszcze tam jesteś . Budzisz się niewyspany, ze szczęściem na twarzy, już chcesz z łóżka wyskoczyć, deskę pod pachę łapać i do gondoli pędzić, aż nagle dociera do Ciebie boleśnie, że jednak TU, a nie tam jesteś.

Skąd wiadomo?

Po pierwsze Nikt ze siadaniem od 7:30 nie czeka. Kawa jest, a owszem, ale mleka nikt nie kupił, nie podgrzał i nie ma. Dupa psia. Mleka nie ma, Croissantów nie ma, to i śniadania nie ma.

Nie ma też potrzeby plecenia warkoczy, zakładania na siebie trzech warstw ubrań, 8 szalików, rękawiczek, termicznych galotów (very sexi). Nie jest lekko się na stok ubrać, zwłaszcza, że wszystko w odpowiedniej kolejności trzeba zakładać, wszystko ma swoje miejsce na ciele, a złe ułożenie, powoduje ogromnie niekomfortowe doznania i przeciągi na wyciągu niemiłe.

Więc po drugie dziś luz jakiś taki, aż tylu warstw zakładać na człowieka nie trzeba, za to się trzeba zastanowić lekko jaka pogoda panuje- ciepło/zimno/nie wiadomo- i co w ogóle na siebie założyć. Na desce myśleć o tym nie musisz, codziennie wyglądasz tak samo, wiesz w co się ubrać, a ubranie najczęściej leży grzecznie gdzieś w twojej niedalekiej okolicy i tylko czeka, aż wstaniesz, żeby je znów na siebie założyć. Na desce wybór ubrania ogranicza się jedynie do wyboru gogli i skarpetek, a najważniejsze kryterium tego drugiego wyboru, to czy skarki są już stinky, czy jeszcze nie.

Więc tak siedzisz od rana „wrócony” w domu i miejsca nie możesz sobie znaleźć. Jedno pranie, czwarte pranie, dom wysprzątany, mija południe, ty bez aperola we krwi nadal, a to nie pomaga w powrotach. Żabka okoliczna nie serwuje takich rarytasów, a mogłaby,  to byłby idealny przepis na zwiększenie sprzedaży, zawsze przecież ktoś skądś wraca i ma takie same jak ty lub lekko inne potrzeby.

Najtrudniejsza jest pierwsza doba. Do wieczora czas wolno płynie, nie to co na wyjeździe: wstajesz-zjeżdżasz-noc i już po dniu całym. TU jak do wieczora się doczłapiesz, to sukces ogromny. Że szczęścia nawet 3 daniową kolację sam sobie zrobisz, żeby się jeszcze chwilę jak na wycieczce poczuć. Na przystawkę masło orzechowe (zawsze jest w lodówce), marchewka na pierwsze danie, hummus na drugie, deser można pominąć (zależy od przygotowania lodówki), no chyba, że trochę przystawki zostanie w słoiku, to też jako deser da radę.

Dwa dni jakoś zlecą w tej czarnobiałości, trzeciego dnia zaczniesz powoli zapominać, że gdzieś byłeś ostatnio, a żeby przyspieszyć ten proces zapominania, najlepiej w międzyczasie codzienności zacząć planować kolejne wycieczki.

To co ? Gdzie tym razem ?

 

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz