Jest 9:20, pijesz sobie kokosa na śniadanie na jednej z plaż Koh Phangan. To niesamowite ile rzeczy można zrobić w 3h 20 min. A zaczyna się zawsze tak samo: budzik 6:00.
Wschód słońca najpierw całkiem spektakularny, choć prawie biegiem musisz pędzić na niego, bo wschód akurat jest na wschodzie wyspy (szok i niedowierzanie), a ty mieszkasz na zachodzie. Spektakularność duża jest tego wydarzenia, jak wspomniałam, więc już wiesz, że wstać było warto.
Na plaży, jak to na plaży, jest parę osób, czekamy, słońce wschodzi, każdy się zachwyca. Jedni wstali inni jeszcze nie spali, więc na pewno nawiążesz kilka nieciekawych znajomości. Żadna z poznanych osób na pewno też nie będzie Cię pamiętać dłużej niż 3 min, zwłaszcza ci, którzy dopiero wracają do domu z afterparty po Full moonowym afterparty, czyli 2 dni później, a ci są najbardziej zaczepliwi.
Ty też raczej ich nie zapamiętasz, bo wszyscy wyglądają dokładnie tak samo- mocno przedwczorajszo. Do tego ubrani są „same same” w barwy full moonowe- kolorowo odblaskowe, mają 2 dniowy zarost i Changa na wyposażeniu.
Słońce już wstało, ty wstałeś, czas coś pozwiedzać. Spacer wzdłuż plaży brzmi najrozsądniej. Do porannych zajęć można też więc dodać : szlajactwo plażowe zwane spacerem, masaż stóp (co prawda plażowymi koralowcami, ale i tak był wyborny), wspinaczkę po kamieniach, żeby się do kolejnej Rajskiej plaży przedostać, poszukiwanie muszelek idealnych i oczywiście opalanie.
Był też czas na odkrywanie zaginionych świątyń po środku gęstej i trudno dostępnej roślinności. Chociaż świątynia okazała się hotelem zbudowanym na podobieństwo Wat Arun w Kambodży, to bardzo dobrze komuś ta kopia wyszła i zdecydowanie z daleka można tą budowlę ze świątynią pomylić i to zagubioną, czyt. zamkniętą.
Można było ten hotel za to zwiedzić troszeczkę, zgubić się w egzotycznych zaroślach i poczuć jak w dżungli prawdziwej. Później był czas na zwiedzanie „tajskich Seszeli”(patrz foto), bezludnych plaż i bezludnych kąpieli. Była też sesja foto dla najfajniejszej polskiej marki @ruude, był czas, żeby zaplanować kolejne zwiedzanie, pomedytować i zjeść kokosa na śniadanie.
A jak Tobie minęły poranne 3,5 godziny ?