Dostałam obrońcę z urzędu. Pierwszy raz w życiu. I to Nie byle jakiego, bo amerykańskiego takiego o imieniu Matthew. Wszystko to wina parkowania- jak zwykle z resztą, tylko tym razem parkowania w NYC.
Zawsze były tam problemy z tym parkowaniem, zazwyczaj takie, że po prostu nie było gdzie zaparkować, albo oznaczenia były tak zagmatwane, że nikt nie wiedział gdzie parkować wolno, a gdzie nie, więc lepiej było nie ryzykować i nie parkować wcale. Serio. Sami nowojorscy kierowcy nie mieli pewności, zawsze mówili , że lepiej jechać gdzie indziej, oni tu tylko na chwilę parkują, a do tego auta pilnują, gdyby trzeba było szybko zwiewać.
Tym razem było inaczej, środek Manhattanu, a miejsce pod hotelem było jakieś zawsze, dzień w dzień było gdzie stanąć, nawet mimo worków ze śmieciami ułożonymi na ulicy, które na 3 miejscach zawsze parkowały. Do tego dozwoloność parkowania tu akurat była bardzo czytelna - możesz parkować kiedy chcesz z małymi tylko wyjątkami: między 9 a 11 w czwartek parkować nie wolno po prawej stronie ulicy, a w piątek po lewej, bo będzie sprzątanie.
Jasne prawda ? W czwartek po lewej wolno, po prawej nie wolno i już, i to od 9:00 punkt , nawet kwadransa studenckiego nie ma. Punktualnie 9:07 w czwartek już był mandat wlepiony za wycieraczką, a pani policjantka nawet nie chciała słyszeć wyjaśnień, szła i wlepiała mandaty po równo każdemu po prawej stronie ulicy.
Rok temu dokładnie to było, pismo przed chwilą przyszło, tzn szło jakieś 3 miesiące, a napisane jest takim prawniczo amerykańskim językiem urzędowo ustawowym, że nic nie zrozumiałam, tylko tyle, że to do mnie. Po polsku ciężko zrozumieć cokolwiek, jak ktoś ustawy wymienia wszelakie, a co dopiero po amerykańsku. Zamkną mnie, pomyślałam, do Stanów nie wpuszczą, albo na jakieś roboty społeczne wyślą przy międzystanowej autostradzie, a wierzcie mi jest tam co robić..
A tu się okazuje, że to wezwanie wcale nie za mandat, a obrońca z urzędu to chyba jednak oskarżyciel i to grupowy taki. Jakaś szemrana firma upadła z hukiem, z którą najwidoczniej robiłam jakieś szemrane interesy, których oczywiście w ogóle sobie nie przypominam Wysoki Sądzie i sprawa trafiła do sądu. Nie pytajcie mnie o co chodzi, bo już naprawdę dużo mądrych głów czytało to zawiadomienie i tyle tylko się z tych wszystkich ustaw wyczytać udało.
Mandat na wszelki wypadek opłacony, najwazniejsze, że mnie nie zamkną tym razem, zupełnie nie do twarzy mi w pomarańczowym ;)