Dzięki bosze, że w tym roku pracy tyle że nie było czasu się zatracić w świątecznej gorączce, biegach przełajowych po prezenty na czas i orientację, a to zawsze biegi nie byle jakie, bo po całej Wawie i okolicach, bo przecież nie ma wszystkiego w jednym miejscu, wiec pozwiedzać trzeba, żeby ogarnąć wszystko co się wymyśliło.
Chyba, że coś jest źle u mnie z planowaniem i od lepszych się uczyć powinnam, a jak się okazuje asy planowania w rodzinie posiadam ![]()
![]()
Poziom master nawet
i tak (rodzinni naukowcy obliczyli) na wigilie potrzeba: 40 uszek, z czego 16 z mięsem (nie pytajcie, niektorzy maja po prostu lepiej i już), 10 pierogów wigilijnych (przereklamowanych), bo nikt nie będzie jadł przecież, a być muszą, bo jak to tak bez pierogów, wiec wyliczone 1,6 sztuki na osobę, jakby kogoś jednak poniosło i chciałby pieroga szarpnąć.
Do tego karp, ale nie dla każdego, bo szlam w karpiu nie każdy znosi, ja akurat znoszę z najwiekszą przyjemnością, wiec trochę zaburzam obliczenia i szacunki i najlepiej jeszcze jakby ten rybi osobnik był bez tylnej części osobnika, bo tam najwiecej ości i nikt nie chce dłubać tyle. Dzieci karpia też nie lubią… to znów nie tak łatwo jest obliczyć , może łosoś dla dzieci, a może schabowy jednak, bo coś dzieci zjeść muszą, wiec w sumie Bogu się nie pogniewa przecież, lepiej żeby coś zjadły niż głodowały, z reszta-to dzieci są-argument nie do zdarcia.
Są wyliczenia, są próby ustalenia kto zje ile- ten na drugiej już wigilii (zje mało), ten na pierwszej (to może być głodny….)
A co by się stało jakby zabrakło tego jednego pieroga, a ciocia Helenka akurat chrapkę by miała na niego
koniec świata
obraza na zawsze , najgorsze świeta ever, a już gospodyni (uff nie będzie na mnie
)… dramat - się bierze za wigilie, a nie umie wyliczyć, ze szklanej kuli wyczytać, czy z fusów ile kto czego pochłonie tym razem…
A może by tak dla odmiany się jedzeniem nie przejmować i się nie najeść wsciekle, tylko się na czlowiekach skupić, jak jest czas na to, już przyszli, czas znaleźli, siedzą razem przy stole i nie da się wyliczyć, co by było jakby ich było mniej…
A kiedyś ich mniej będzie, i jak ich zabraknie, to na zawsze i nie da się ich dolepić jak tych uszków i pierogów.
Dlatego życzę Wam zróbcie szał tym razem nie kulinarny,a ludzki
bądźcie sobą, zaszalejcie, bawcie się, żartujcie, wariujcie, śmiejcie się i tańczcie-po pierogach i przed i w trakcie spożycia też. Cieszcie się tym co macie i niech te świeta w końcu będą bez spiny![]()
![]()
![]()
Ps. Ach i Uważajcie, żeby wina nie zabrakło lepiej, bo to dopiero będzie draka ![]()