Ale to nie koniec. Dzień trzeci nigdy szybko się nie kończy, a wizyta w toalecie to był dopiero początek, choć chyba najlepszy.
Później był spacer na turbo pustą i szeroką plażę, gdzie o kolejnych moich strachach przypomniał mi Hitchcock nasyłając na mnie ptaszydła, które koniecznie chciały mnie udziobać. Skrzeczały, fruwały nad głową i pikowały w dół jakby chciały mnie uśmiercić na miejscu. Ciekawe ile ofiar tych ptaszydeł spoczywa na pobliskim cmentarzu obok którego zaparkowałam zupełnie przypadkiem (?) Żadnej wsi obok nie ma, co najwyżej 4 domy, a przecież groby na cmentarzu sa, nawet kilkadziesiąt, więc skądś te mogiły się wziąć musiały… nie wnikam.
Zwiałam, tym razem mewy mnie nie dorwały, ale nerwy były duże, no więc zwyczajnie zgłodniałam. W takim razie czas żebym ja udała się na polowanie, sklep znajdę, rybę kupie do zupy, choć tutaj chyba łatwiej złapać rybę w wodzie niż ją w sklepie znaleźć, a jeszcze zanim rybę w sklepie, to najpierw musisz sam sklep znaleźć, najlepiej otwarty. Jak już masz sklep, masz rybę (mrożoną, świeżej nie ma), to jeszcze trzeba zapłacić.. no i tu (dzień 3) schody! Kartą zapłacić nie można awaria jest jakaś ogólno-norweska i tylko norweskimi kartami zapłacić można, innymi- nie można.
Żegnaj rybo. Z kolacji nici.
Na koniec jeszcze miejsce noclegowe wybrałam pod chmurami, ale to akurat do pisania i spania nadaje się dobrze. Nikomu nieznane, nie ma go na mapie, cisza, spokój i widok jest na wodę, choć ta uciekła aktualnie (odpływ), więc od 2h mam już widok na błoto. Za to jakbym się uparła mogę pieszo iść na drugą stronę fiordu, to to chyba już znaczy że dzień się kończy i zaczynają się plusy ;)
Jak więc widzicie dzień idealny, prób zamachu na mnie było kilka, ale udało mi się przeżyć. Ani zamknięcie na zawsze w toalecie, ani mewy, ani śmierć głodowa nie były w stanie mnie pokonać, teraz trwa kolejna próba (mam nadzieję ostatnia)- stada meszek zleciały się chyba z całej Norwegii i atakują mnie nieustająco od kiedy rozstawiłam cały majdan i już nie chciało mi się przeprowadzać. Co trochę wpadają komary z pomocą, ale na te już chyba jestem uodporniona. Latające robactwo głównie lata i wkurza ludzi, więc jeśli mnie nie zagryzą , to zaburzenia psychiczne murowane. Mówię Wam fajne te wakacje. Dobrze, że zaraz jutro, a jutro już będzie normalnie..