Tak sobie siedzę i od kilku chwil rozkminiam (ze 4 dni chyba), o co mi chodzi, bo o coś mi chodzi zdecydowanie. Zastanawiam, dlaczego od 4 dni chciałam coś zrobić i nie zrobiłam (od 4 dni, 4 miesięcy, albo i 4 lat nawet..).
Wiecie jak jest. Nie zrobiłam paru rzeczy, bo mi się zwyczajnie nie chciało, byłam leniwa, odkładałam na później. Może miałam ważniejsze rzeczy, wmówiłam sobie, że robienie czegoś jest bez sensu, że się nie nadaje (to coś albo ja), że jest niepotrzebne, że już ktoś to zrobił, albo na pewno zrobi lepiej za moment. Przekonywałam sama siebie, że nic się nie stanie jak czegoś nie zrobię, albo wręcz się stanie jak zrobię..
I tak sobie siedzę i raz za razem przypominam wszystkie wymyślone powody dlaczego czegoś nie zrobiłam.. Oczami wyobraźni widzę te wszystkie następstwa i skutki tych (prawie) wysłanych wiadomości, (prawie) zrobionych projektów, wykonanych telefonów, zrealizowanych pomysłów. “Wiem” przecież, że to nie wyjdzie, to bez sensu, tamto się nie uda, ten odpowie to, a tamten nic nie odpowie, albo najgorzej z najgorzej palnę coś “głupiego”, albo zrobię co później będzie trzeba odkręcać.. i po co to komu? Jakbym wróżyła z fusów, albo czytała w myślach wszystkim dookoła i przepowiadała przyszłość najbliższą i najdalszą.
Przecież wiadomo, że każda historia i próba podjęcia kolejnego wyzwania skończy się tak samo, a skoro i tak wiem wszystko najlepiej, to najmądrzej zostać w domu i robić to co już znam, co wychodzi, działa i sprawia, że nie będę musiała nic zmieniać, nic ustalać na nowo. Nie będę musiała wychodzić z dobrze znanego, bezpiecznego miejsca. Bo i po co , jak wiem przecież, że będzie dokładnie tak, jak wiem że będzie, bo przecież wiadomo, że tak będzie. Zawsze tak było i niby dlaczego teraz miało by być inaczej…?
I dziś do mnie dotarło to chyba wreszcie (4 dni intensywnego myślenia, to niezły wynik, zwłaszcza po 4 latach delikatnych domysłów)… jesu, przecież wszystko to się (nie) dzieje ze strachu!
Najzwyczajniej w świecie się boje, ot co! Nie tak realnie tu i teraz, ale tak gdzieś wewnętrznie, podświadomie się boję, że coś nie wyjdzie, coś się schrzani, coś trzeba będzie przed kimś tłumaczyć, albo przed sobą, coś wyjaśniać i może przepraszać czasem. Albo odwrotnie!coś wyjdzie właśnie, a to cholera czasem jeszcze gorzej i strach jest większy, bo co wtedy jak to wszystko wypali..
I myślę, że pewnie wszyscy się boimy, tylko pytanie, czy to zauważymy i co z tym zrobimy. Pomyśl i policz przez chwilę ile ostatnio ze strachu rzeczy odłożyłeś, ile nie zrobiłeś i ile przez to przegapiłeś..