Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Podróże jak wietnamska zupa

Są takie wycieczki, które nie chcą się skończyć

Podróże jak wietnamska zupa

Są takie wycieczki, które nie chcą się skończyć, zupełnie jak Bun Cha , wietnamska zupa, do której dodajesz mięso, makaron ryżowy, zioła i inne dodatki i wyjadasz. Wyjadasz i dodajesz od nowa ,aż Ci się bulion skończy, czyli trwa to w nieskończoność.

Tyle mniej więcej trwała ta wycieczka i to nie jest narzekanie, tylko radość ogromna, zupełnie jak z tą zupą, która trwa i trwa , i długo dna nie widać.

Zaczęło się od problemów w Katarze, samolot wystartował z Warszawy i po godzinie lotu zawrócił ,bo się sytuacja na świecie lekko skomplikowała i nie miał po co do Doha lecieć. Można było zrezygnować z wyjazdu, jak zrobiła większość i iść w poniedziałek rano do pracy, albo zrobić wszystko co możliwe i jakimś innym sposobem dolecieć  do Wietnamu. Postawiłyśmy w Helloworld Travel Concierge na tą drugą opcję.

Kosztowało nas to trochę nerwów, dużo kombinowania i zmian, a także pomocy ze strony innych ludzi, dzięki którym udało nam się zmienić bilety, na takie, których trasa lotu omijała Bliski Wschód z daleka. Zamiast z jedną przesiadką to z dwiema, trochę spóźniona,  bardziej zmęczona, ale i bardzo szczęśliwa ,że się w końcu udało, doleciałam do Ho Chi Minh wraz z pierwszą, 12 osobową grupą, która zdecydowała się zwiedzać ze mną Wietnam.

Cała wyprawa trwała dla mnie miesiąc. Towarzyszyły mi dwie grupy ,z każdą miałam 2 tygodnie na przejechanie Wietnamu i pokazanie im najciekawszych miejsc. W tym czasie

przeszłam i przejechałam wiele kilometrów, pływałam łodziami, jeździłam skuterem i na niejednym rowerze . Samych lotów, od wyjścia z domu do powrotu w tym miesiącu miałam 12. Mało albo dużo, ale wydaje mi się, że chyba jakaś normę stewardesową już w tym czasie wyrobiłam (przy okazji kupiłam też kolejne bilety, żeby statystyk w przyszłości nie zaniżać).

Powrót z Wietnamu też nie był normalny. Zamiast wrócić, jak człowiek do domu, najprostszą drogą, odwiedziłam jeszcze Hongkong, co trochę przedłużyło moją podróż, ale to też nie był powód do narzekania. Jakoś udało mi się pogodzić z myślą (z radością ogromną nawet) o konieczności kolejnych przesiadek, możliwość poznania nowego miejsca i kolejnych noclegów, tym razem w hotelu na 20 piętrze z niesamowitym widokiem na rozświetlone wieżowce Hongkongu i to prosto z łóżka.

Ostatnia przesiadka to już naprawdę miała być formalność. Po 11h lotu Hongkong- Stambuł zmiana samolotu i fruu do Warszawy ,a tu się fruu przełożyło na dzień kolejny, bo nie zdążyłam się przesiąść i musiałam zostać na noc w Stambule. Czy coś tu zwiedziłam ? Nic. Czy wolałabym wrócić do domu? pewnie tak. Czy się wyspałam ? - bardzo!, chociaż nadal potrzebuję jeszcze kilku dni, żeby przestawić się na europejską strefę czasową.

Ta wycieczka zdecydowanie trwała dłużej niż powinna, ale nie skróciłabym jej nawet o minutę, raczej dołożyłabym jeszcze makaronu ryżowego do tego pysznego bulionu i cieszyłabym się każdą kolejną łyżką niezwykle aromatycznej zupy.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz